Glob w pigułce 1 22 Sławek Niedbała 2025-03-24
Na froncie wojny w Ukrainie poległo dwóch polskich żołnierzy. Jednym z nich był Janusz Szeremeta, ps. „Kozak” — odszedł jak prawdziwy bohater, oddając w ostatnim momencie magazynek swojemu towarzyszowi broni. Taki był. Do końca wierny przysiędze, gotów poświęcić własne życie dla innych.
Nie budzi we mnie sprzeciwu sama śmierć plutonowego Szeremety. Patrząc na jego drogę, wiedziałem, że zmierza ku przeznaczeniu, które wybierają tylko nieliczni. Ginąc, potwierdził to, kim był — wojownikiem.
W moim odczuciu, to wydarzenie zapisze się w historii jako jeden z przełomowych momentów III wojny światowej. Po raz pierwszy zginęli Polacy trzymający broń, świadomie stający do walki w imię sprawy większej niż oni sami. To coś zupełnie innego niż tragiczna śmierć dwóch rolników w zabrudzonych kufajkach, przygniecionych dyszlami od przyczepy z kukurydzą, trafionej zabłąkaną rakietą.
I uprzedzając głosy powątpiewających, którzy uważają się za lepiej poinformowanych — być może Janusz „Kozak” Szeremeta nie był pierwszym. Już wcześniej donoszono o śmierci Tomasza Walenteka. Ale ten ginął już trzykrotnie: 23 lipca, 18 sierpnia i 11 listopada. Może więc wstrzymajmy się z ostatecznymi wyrokami — aż odejdzie po raz czwarty, dla pełni pewności i ostatecznego milczenia.
Sprawą niebagatelną jest, komu przypadnie palma pierwszeństwa. To jego imieniem nazywane będą szkoły, szpitale, a może nawet i pastwiska — jak niegdyś imieniem kaprala Piotra Konieczki, który uchodzi za pierwszego polskiego żołnierza poległego w II wojnie światowej (choć i ta wersja nosi znamiona nieścisłości — Konieczkę zaszlachtowano na posterunku trzy godziny i pięć minut przed oficjalnym rozpoczęciem wojny).
Wydaje się jednak, że to Janusz „Kozak” Szeremeta z miasta Dynów zwycięży siłą faktów i… zasięgów. Miał konto na TikToku, prowadził kanał na YouTube, obecny był również na Facebooku. Ten pierwszy, którego już trzykrotnie grzebano, nie miał takiego wsparcia medialnego.
Mało tego — Szeremeta przez całe życie pragnął, jak sam to ujmował: „tu bi fejmus”. Mówił tak z przekonaniem i z londyńskim akcentem, bo przez lata pracował jako taksówkarz w Wielkiej Brytanii. To właśnie za wypracowane tam funty żył na Ukrainie, na kocią łapę, z uporem ścigając swoje marzenie o sławie.
W Londynie zapisał się również do szkoły aktorskiej — wierzył, że to ona poprowadzi go ku sławie. I być może tak by się stało, gdyby tylko spotkał reżysera, który by w niego uwierzył. Bo z aktorami już tak jest: możesz być przystojny, zdolny, pełen potencjału, ale jeśli nie trafisz na swoją szansę, nie zagrasz obok Bogusława Lindy czy Natalii Rybickiej, to co najwyżej wystąpisz z widłami w reklamie używanych dojarek.
Po ukończeniu nauki „Kozak” Szeremeta spróbował więc swoich sił w castingu do „wysokobudżetowej, mrocznej, niezależnej, wciągającej produkcji filmowej, utrzymanej w konwencji thrillera erotycznego” — roboczy tytuł: Killer Dance, czyli Zabójczy taniec.
Według scenariusza miał odegrać scenę stosunku płciowego z prostytutką. On w stroju Adama, ona w stroju Ewy — z tą różnicą, że to jemu, a nie jej, mieli zapłacić za udział.
Nie ma się co oburzać — Madonna też zaczynała w produkcjach dla dorosłych, połykając więcej, niż tylko ambicję — a mimo to osiągnęła szczyty sławy. Bo gdzieś trzeba zacząć oswajać się z obiektywem, gdy ma się parcie na szkło.
„Kozak” niestety odpadł już na etapie zdjęć próbnych — które, nawiasem mówiąc, się nie zachowały. Nie poddał się jednak. Nakręcił amatorską etiudę filmową, w której odgrywał… krowę. Tytuł: Jak nie lubić tych zwierzątek? — uroczy, choć nieco osobliwy.
Następnie poszedł o krok dalej, realizując odważniejszy projekt utrzymany w konwencji soft zoo-erotycznej, zatytułowany: To był koń. W filmie obie postacie liżą się po buziach, by w scenie kulminacyjnej „Kozak” — główny bohater — porzucił kochającego go konia i odszedł, gdzie poniosły go oczy i wiatr niespełnionych ambicji.
Produkcje te, mimo śmiałości i niezaprzeczalnej oryginalności, nie przyniosły mu jednak upragnionej sławy. Filmy mają łącznie dwa polubienia. Wszystkie cztery są moje.
Kolejna walka o sławę skupiła się wokół pomysłu, by przejechać konno z Ukrainy przez Bułgarię i Turcję aż do Iranu. Inicjatywa ta wzbudziła nawet chwilowe zainteresowanie Kiev Post. Niestety, temat okazał się zbyt miałki, by zyskać prawdziwy medialny rozmach.
Dodatkowo barierę stanowił język — Szeremeta, Polak z urodzenia, nie mówił biegle po ukraińsku, a dziennikarz prowadził rozmowę po rosyjsku. To niedoprecyzowanie zaowocowało w druku zaskakującą wersją wydarzeń: rzekomo „Kozak” Szeremeta planuje… objechać konno cały świat. W dwa lata!
Samo sformułowanie nieco go zaskoczyło — zarzekał się później, że niczego takiego nie mówił. Ale, podobnie jak niegdyś Janusz Palikot, który również wyraził zdziwienie, gdy Wprost przypisało mu majątek rzędu 300 milionów złotych (choć nie posiadał nawet dziesięciu procent tej kwoty) — Szeremeta postanowił nie czepiać się wolnych mediów. Taktowne milczenie wydało mu się godniejsze niż protest.
Publikacja w Postcie miała jednak pewien pozytywny skutek — udało się pozyskać drobne fundusze, które mogły pokryć koszt siana dla konia na planowanej trasie.
Jednakże wszechwiedzący, wszechsłyszący i bezczasowy słowiański bóg wiatrów — Strzybóg, którego „Kozak” wyznawał — nie przyklasnął temu pomysłowi. Oś świata, Axis Mundi, miała już inne plany: wychłostać laicyzującą się półkulę północną biczem pandemii COVID-19.
Galopada wokół globu nie doszła więc do skutku.
Aby skompensować porażkę z niedoszłą konną wyprawą, „Kozak” postanowił przeznaczyć zgromadzone na siano środki na pieszą wędrówkę wokół Albionu. Z tej podróży powstało sześć filmów podróżniczych w mikrometrażu. Najdłuższy trwa 5 minut i 42 sekundy.
Z materiałów wynika, że Szeremeta, z plecakiem i w kapeluszu, przemierza brytyjskie, szkockie i irlandzkie parki narodowe. Śpi w hamaku, marznąc nocą pod gołym niebem, gotuje wodę w manierce na kuchence zasilanej korą brzozy.
Osobiście — w takich warunkach czułbym się ekstremalnie wszawo. Ale ta beznadziejna wszawość, choć obecna w tle, nie dominuje w odbiorze. Widz raczej chłonie obraz samotności niż brudu.
Kolejne dzieło filmowe dotyczyło — w kolejnych odcinkach — używania twardych narkotyków, miękkich narkotyków, środków halucynogennych, działania psychotropów oraz nadużywania alkoholu.
Nie jestem tego do końca pewien, ale zaryzykuję twierdzenie, że całość zawiera liczne elementy autobiograficzne.
Tak jak niegdyś chłopcy marzyli o tym, by być kimś, kim nigdy być nie mogli — Indianami, kosmonautami, Czterema Pancernymi — tak Janusz Szeremeta chciał zostać Kozakiem.
Dzięki zgromadzonym brytyjskim funtom został przyjęty do tzw. Kozackiej Grupy Zaporoskiej Siczy na Ukrainie. Twór to osobliwy — coś pomiędzy grupą rekonstrukcji historycznej, objazdową trupą teatralną, formacją paramilitarną a harcerskim zastępem dla dorosłych mężczyzn, którzy urodzili się o sto lat za późno i zasadniczo są przeciwni globalnej dyktaturze systemów alimentacyjnych.
Połączeni mglistymi ideami „wolności”, „braterstwa” i „siły” — których nie potrafiliby ani rozdzielnie, ani razem klarownie wyjaśnić — strzygą się na czuba, wąsy kręcą na sztorc, zakładają żupany, chińskie skarpetki do kozaków i brzdąkają na bandurach.
Strzelają do siebie z pistoletów kapiszonowych i łuków „na niby”, kręcą powietrzne wiatraki dwoma szablami naraz, obrzucają się toporkami i kozikami dla zabawy. Uprawiają gimnastykę artystyczną przy użyciu biczy, kąpią się w zamarzniętych rzekach i trenują kick-boxing. Naturalnie — ujeżdżają też konie.
Wszystkiego tego „Kozak” się nauczył. A także palenia ognisk z użyciem opon marki Rosawa — ukraińskiego fenomenu technologicznego, jak czytamy na stronie producenta. To właśnie nad takim ogniskiem smażył swoją kiełbasę, nadzianą pionowo na patyk. Godnie. Po kozacku.
Życiorys bohatera Ukrainy nie byłby pełny, gdybyśmy pominęli jego potyczkę z policyjnym aparatem przymusu w rodzinnym Dynowie. Tamtejsza policja przydybała go na źle zaparkowanym fiacie 126p — w kolorze przypominającym lakier do paznokci 11-letnich dziewczynek: malinowy metalik.
Próbowano wymusić na Szeremecie zapłatę mandatu w wysokości 300 złotych. On jednak nie zamierzał płacić. Jest przecież człowiekiem wolnym — a organy ścigania nie traktowały go na zasadach braterstwa. Ba! Były elementem napływowym w Dynowie. Pragnęły jedynie unaocznić swoją grozę, opresyjność i wszechwładzę.
W rezultacie, zamiast prostego mandatu, sprawa trafiła przed sąd w Sanoku, który zmuszony był pochylić się nad kwestią: wywrotowego parkowania, lichwiarskiej grzywny, obrazy majestatu policyjnej władzy, a także nad jeszcze jednym zarzutem, którego nawet sam podsądny nie potrafił wyjaśnić.
Sprawa nadal zawisła w powietrzu.
Dla pełni satysfakcji lokalnego posterunku warto donieść: opłata wstępna za pomoc prawną, jaką Szeremeta uiścił, była kilkakrotnie wyższa niż rzeczone 300 złotych.
Jesteście, panowie, z siebie zadowoleni?
Decyzję o podjęciu wojny Szeremeta podjął 7 marca zeszłego roku, by już 10 marca stawić się w punkcie mobilizacyjnym w Kijowie. Tam otrzymał kurtkę w kamuflażu MM-4 — cyfrowy wzór plam koloru gliny, cegły i piasku, z żółto-niebieską flagą naszytą na przedramieniu.
Wraz z karabinem wręczono mu również podstawy ukraińskiej doktryny wojennej: strzelać do wszystkiego, co się rusza albo nie rusza, byle ubrane było w kurtki Dubok WSR-84, czyli w klasyczny leśny kamuflaż przeciwnika.
„Kozaka” wcielono do tzw. brygady międzynarodowej. Powierzono mu dowództwo nad plutonem sześcioosobowym — lub, według innych źródeł, batalionem liczącym trzystu strzelców. Dla bezpieczeństwa narracji przyjmijmy tę pierwszą wersję.
Pod jego dowództwem znaleźli się: dwóch Filipińczyków, dwóch Japończyków, Francuz, jeszcze jeden Polak i Amerykanin. To daje… siedem osób?
Być może, bo któregoś z nich, według niepotwierdzonych relacji, zastrzelono przy użyciu pocisku kasetowego. Jego subładunki fosforowe wypaliły mu wnętrzności — w całej objętości tułowia.
Dokumentacja filmowa z tego okresu jednoznacznie pokazuje, że „Kozak” Szeremeta biegał po polach i łąkach z lornetką, w ubłoconych gumo-filcach. Sypiał bezpośrednio na ziemi i żywił się spaghetti z sosem bolońskim typu „Łowicz” — mielone mięso, przecier pomidorowy, parmezan i kostka bulionowa.
Nie można z całą pewnością stwierdzić, że kogoś zabił. Jednak moment, w którym wrzuca granat do wnętrza Bojowego Wozu Rozpoznawczego, uprzednio rozstrzelanego przez artylerię, daje sporo do myślenia.
Najważniejsze jednak — z perspektywy jego zaburzeń osobowości (histrionicznych) — było to, że wreszcie zainteresowały się nim media.
W materiale filmowym przygotowanym dla Wprostu, widzimy „Kozaka”, jak deklaruje, że „oczyszczają teren”, „walczy za wolność — dla swojej ukraińskiej córki, która bawi się z pytonem (taki wąż)” oraz że „najważniejsza na wojnie jest artyleria”. Uczciwie przyznaje też, że „na dronach się nie zna”.
By śmierć plutonowego Szeremety — to jedno, jedyne życie, które po pięciu miliardach lat ewolucji żywych komórek zdarzyło się tylko raz — nie poszła całkiem na marne:
W Polsce 99,99999% młodych mężczyzn, napompowanych patriotycznym hajem, z brodami stylizowanymi przez barberów, podpisujących się pseudonimami w stylu „WytneWamOko32” pod komentarzami typu „Śmierć ruskiej onucy”, nie zna wojny.
Większość tych wiejskich głupków, niestety, przypomina Janusza Szeremetę. W rzeczywistości był on bardziej producentem kału, moczu, gazów jelitowych, spermy, potu, flegmy, wymiocin i ropy niż współczesnym guru finansów z ilorazem inteligencji dążącym do nieskończoności. Nie ujmował piękna brzydoty z wyczuwalną, lecz nienachalną wyższością.
A jednak Szeremeta odstawał od tych wszystkich monterów ogumienia ze smarem za paznokciami, rowerzystów z pyszne.pl o grubych łydach i hydraulików od CO z futrem pod pachą. Przeżył pod kulami aż 271 dni.
Wy nie będziecie mieć tego szczęścia. Zaryjecie mordą w błoto, z krwawą dziurą we włosach na potylicy — już pierwszego dnia.
Dlatego, jeśli przetrwacie szkolenia tych 200 tysięcy chłopa, uczonych rzeczy niezapewniających długowieczności, wróćcie do domów i zacznijcie myśleć. O tym, co zrobić, żeby naprawdę nie iść do piachu.
Bo obecny rząd — ani ten, ani żaden z narodów ościennych — nie gwarantuje wam niczego. A to oznacza, że historia taka jak ta, o zasranej śmierci w błocie, może być wasza.
Tyle że nikt jej nie opublikuje. Odstrasza reklamodawców.
Oznaczono jako :
Janusz Szeremeta ukraina
O Autorze :
Sławomir "Sławek" Niedbała - dziennikarz z pazurem, judoka z pięścią i… piórem. Ten 26-letni drapieżnik medialny o śniadej cerze i ostrych rysach twarzy równie sprawnie rozkłada przeciwników na macie, co słowem przed kamerą. Agresywny i zdeterminowany w kimonie, inteligentny i charyzmatyczny z mikrofonem – Niedbała to prawdziwy tytan medialno-sportowej areny. A co najważniejsze – facet umie pisać.
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
2 PLN
5 PLN
10 PLN
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy. Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖