camera_altARTYKULATOR.pl Cięty język. Bezwzględna analiza. Tylko sprawdzone informacje.
Background
Robert Jaruga

Od makulatury do prezydentury

…Czy ktokolwiek przeczytał choćby połowę z 7500 stron dewocyjnych wypocin Szymona Hołowni? Analizujemy nonsensy marszałka Sejmu i zastanawiamy się, czy papież Franciszek nie uzna go za kolejnego schizmatyka. Oraz czy naród noże uznać go za nowego prezydenta RP ?

Hołownia i jego dzieła wszystkie

Szymon Hołownia – teolog naszych czasów, pierwszy religioznawca, prorok i duszpasterz, a teraz kandydat na prezydenta.

Media pieją z zachwytu, ale czy słusznie? Za fasadą metafizycznych rozważań kryje się pospolitej jakości radziecka dedukcja w harwardzkim opakowaniu, z domieszką chrześcijańsko-polskiej psychofikcji. A to ostatnie jest najbardziej niebezpieczne. Polski kościół, z tysiącletnią tradycją mitologii chrześcijańskiej, wciąż raczkuje w porównaniu z dwutysiącletnim rzymskim chrześcijaństwem czy jeszcze starszym judaizmem. W zestawieniu z tysiącletnimi wyznaniami Wschodu wygląda jak nastolatek zmagający się z chorobami wieku dojrzewania.

Szymon Hołownia, ten medialny celebryta, to także grafoman produkujący tomy religijnej makulatury. “Kościół dla średnio zaawansowanych”? 228 stron nudy o Kościele bez słowa o pedofilii i obłudzie. “Tabletki z krzyżykiem”? 336 stron o tym, jak różańcem leczyć ból zęba. “Monopol na zbawienie”? 512 stron planszówkowej paplaniny o masturbacji i celibacie. A to tylko wierzchołek góry lodowej! “Bóg. Życie i twórczość”? Katalog błędów poznawczych w 332 stronach. “Last minute. 24h chrześcijaństwa”? 428 stron bełkotu. I wisienka na torcie: audiobook “Jak zostać świętym?”. Dwie godziny słodzenia w stylu majora Słodowego. Hołownia, zamiast pisać, powinien zająć się origami. Z tych książek wyszłyby niezłe żabki.

Lepszy od Pana Boga

Zaprawdę powiadam wam – to zaledwie połowa tytułów. Po zsumowaniu okazuje się, że marszałek Sejmu napisał na tematy dewocyjne około 7,5 tysiąca stron maszynopisu, czyli więcej niż sam Bóg o sobie (zakładając, że przypisywanie Mu autorstwa Pisma Świętego jest zasadne). Można odnieść wrażenie, że to właśnie Pan Bóg powinien uczyć się od Hołowni w kwestiach własnego PR-u, natury i kompetencji – mniej więcej tak, jak Andrzej Lepper od Piotra Tymochowicza (wiemy, jak to się skończyło).

Z przyczyn oczywistych nie mamy możliwości opublikowania diatryby polemizującej z całym tym ogromem pisarskiego dorobku. Skupmy się więc na powtarzanych przez Hołownię nonsensach, wynikających z niezbyt intensywnej pracy intelektualnej i ograniczonej mocy obliczeniowej jego szarych komórek.

Nie zamierzam również zajmować stanowiska teologicznego ani religijnego – nie posiadam seminaryjnego przygotowania. Przypuszczam jednak, że gdyby papież Franciszek przeczytał Dzieła Wszystkie Hołowni, mógłby dojść do wniosku, że oto ma do czynienia z kolejnym schizmatykiem w gnieździe chrześcijaństwa – jednym z grona, które, licząc protestanckie odłamy, sięga już pięciuset. Posłużę się zatem jedynie rozumem i szeroko pojętą empirią.

Statyczny czas przeszły

Pierwszym problemem, z którym Hołownia nie potrafi sobie poradzić, jest jego zegarek. Widzi wyraźnie, że wskazówki się przesuwają, więc uznaje, że czas musi płynąć. Wyobraża sobie, że istnieją przyszłość i przeszłość. Ta ostatnia sprawia mu szczególną trudność, ponieważ zadaje sobie pytanie: jak to się wszystko zaczęło?

Zaprawdę powiadam wam – to złudzenie. Przyszłość nigdy do nas nie przychodzi, a przeszłość nigdy nie wraca. Jedyne miejsce, w którym istniejemy, to teraźniejszość. Hołownia nie może być nigdzie indziej. Czujemy, że nie jesteśmy ani w przyszłości, ani w przeszłości – zawsze jest teraz. Dlatego posługiwanie się liniową logiką czasu i doszukiwanie się jego początku to nic innego jak szukanie czarnego kota w ciemnym pokoju, w którym go nie ma. Nie było żadnego początku – zawsze było teraz.

Hołownia zakłada, że musi istnieć Bóg jako pierwszy poruszyciel. Ulega bowiem złudzeniu, że świat raczej stoi, niż się porusza. Skoro tak, to pierwotny musi być stan statyczny, a dynamika wynika z przyłożenia jakiejś siły. To jednak błędne wyobrażenie. Nawet jeśli czytasz ten tekst, siedząc nieruchomo na krześle, to w rzeczywistości obracasz się z prędkością 456 m/s wraz z ruchem obrotowym Ziemi. Dodatkowo przemieszczasz się w przestrzeni wokół Słońca z prędkością 107 tysięcy kilometrów na godzinę, a w skali kosmicznej wirujesz wraz z całą galaktyką Drogi Mlecznej. Nic nigdy i nigdzie nie pozostaje w bezruchu – od atomu po wszechświat. Bezruch to złudzenie, tak samo jak przekonanie, że Ziemia jest płaska, a Słońce krąży wokół niej. Te dwa ostatnie błędy ludzkość już przezwyciężyła. Z tym pierwszym wciąż się zmaga – razem z Hołownią.

Hołownia twierdzi, że Bóg jest praprzyczyną wszystkiego, bo skoro wszystko musi mieć przyczynę, to Jego istnienie jest konieczne. To jednak fałsz. Zaprawdę powiadam wam – są zjawiska pozbawione przyczyny, jak choćby to, że liczba 2 jest parzysta. Co więcej, analiza łańcucha przyczynowo-skutkowego w końcu prowadzi do momentu, w którym musimy przyznać: to po prostu nie miało żadnej przyczyny.

Tajemnica nieistnienia

Hołownia, opierając się na wierze Kościoła, utrzymuje, że Bóg stworzył świat z niczego. Problem w tym, że ludzki umysł wymyślił sobie to nic. Doświadczalnie nigdy nie wykazano istnienia „niczego” – zawsze jest coś. Nawet jeśli wyobrazimy sobie trójwymiarową próżnię (która w praktyce nie istnieje), to i tak mamy do czynienia z wymiarami. Uczciwiej byłoby przyjąć, że owo nic jest w rzeczywistości czymś – czymś, na co brakuje nam słów, bo nie sięgamy tam naszą wiedzą. Może być nawet bardziej rozległe i pełne niż wszystko, co uznajemy za istniejące i nazwane.

Hołownia pisze, że ma duszę nieśmiertelną. A na ch*j mu ta dusza? Pan marszałek równie dobrze mógłby się cieszyć, że składa się z miliarda trylionów niezniszczalnych atomów. Tylko co mu z tego? Gdyby Hołownia miał trafić na właściwy trop, który wyprowadziłby go ze stanu obezwładniającej dezorientacji, musiałby zauważyć, że jest duszą, czyli umysłem, który – jeśli rzeczywiście istnieje niezależnie – mógłby przetrwać nienaruszony, mimo rozpadu mózgu po śmierci. Ale ta myśl mu nie przychodzi do głowy, bo na katechezach wpojono mu fałszywy obraz rzeczywistości.

Hołownia: Sadyści - zapomniani bohaterowie wiary?

Hołownia, wychwalając cierpienie i męczeństwo jako drogę do zbawienia, zapomina o tych, którzy to cierpienie zadają. Sadyści i psychopaci, wyrządzając krzywdy na masową skalę, powinni być traktowani jak bohaterowie wiary, przecież to dzięki nim Hołownia i jemu podobni przybliżają się do nieba. Dziwne, że Kościół czci męczenników, a pomijają zasługi katów, ryzykujących wiecznym potępieniem. Ten paradoks wynika z przekonania, że nieprzyjemności są drogą do świętości. Utrzymywanie wiernych w strachu, cierpieniu i poczuciu winy to wypróbowana metoda utrzymania władzy.

Mnich bezhabitowy

Hołownia sprytnie unika – a może nawet nie dostrzega – sensu swojego chrześcijańskiego życia, którym miałoby być zbawienie jego duszy. Na czym właściwie miałby polegać ten zbawczy stan? Oczywiście, według pewnych interpretacji, nie ma zbawienia dla złodziei, lesbijek, a i dr Kulczyk nie wszedł do Królestwa Niebieskiego – ale co z masochistami?

Przypuszczam, że motywem tej infantylnej twórczości Szymona Hołowni, oprócz tantiem ze sprzedaży książek, było nie tyle „wyzwolenie wszystkich dusz”, ile raczej pogoń za świeckim sukcesem. I trzeba przyznać – udało mu się: kandydował na prezydenta po raz wtóry, został marszałkiem Sejmu, przewodzi – póki co – kanapowej partii.

Pewnym usprawiedliwieniem dla tej laickiej postawy i politycznej żonglerki jest fakt, że Hołownia rzeczywiście rozważał życie w wyrzeczeniu, ubóstwie i kontemplacji – dwukrotnie próbował wstąpić do zakonu Dominikanów. Tyle że go tam nie przyjęli. Dla nich – na szczęście, dla Hołowni – może i na pożytek.

Napisał był
Robert Jaruga

ARTYKULATOR.pl

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy. Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

ARTYKULATOR.pl – Twoje nowe lustro Polski

Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)

Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Unfollow Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation