camera_altARTYKULATOR.pl Cięty język. Bezwzględna analiza. Tylko sprawdzone informacje.
Background

Półczłowiek, ćwierćczłowiek, człowiek: Dramat w pieluchach

Mniej więcej co sześć lat, jak dobrze wyliczyłem, parlamentarzyści stają przed tym samym problemem. Byłoby to naprawdę irytujące, gdyby za każdym razem byli to ci sami ludzie. Można by jednak oczekiwać, że nowi parlamentarzyści zapoznają się z dorobkiem swoich poprzedników, aby nie musieć zaczynać pewnych prac koncepcyjnych od zera – i nie silić się na wyważanie otwartych drzwi.

W tej kadencji Sejmu powołano już nadzwyczajną komisję sejmową do sprawy: skrobać czy nie skrobać, kiedy wolno skrobać, kogo wolno skrobać, a kogo wyskrobać. Komisja jest nadzwyczajna – zapewne po to, by podkreślić rangę skrobania – choć deputowani pozostają zwyczajni, czyli niedouczeni. To nie wróży żadnego przełomu.

Spróbujmy zatem popchnąć sprawy do przodu, dostarczając wybrańcom narodu paliwa do przemyśleń. Może to wreszcie spowoduje zmianę paradygmatów – nie tylko u tych, którzy stanowią prawo, ale i u tych, którzy mu podlegają.

Ostatnio czytałem profesora Hartmana – dowodził niemożliwości zmartwychwstania Chrystusa. Twierdził też, że życie ludzkie ma sens właśnie dlatego, że ma swój kres. Intuicyjnie rozumiemy, o co mu chodziło. Warto jednak doprecyzować to stanowisko, by dojść do nieco innego wniosku.

• Obsrana larwa kontra idea człowieczeństwa

Życie ludzkie ma jedynie pozorny początek i pozorny koniec – empirycznie rzecz biorąc, nie stwierdzono, by kiedykolwiek się zaczęło, i nic nie wskazuje na to, by miało się definitywnie zakończyć.

W ogóle wszelkie początki są złudne. Końce również mają charakter umowny – wynikają z naszej potrzeby logicznego porządkowania myśli i nazywania zjawisk. Mówimy, że podróż zaczęła się w Wejherowie, a skończyła w Tłuszczu, aby zakomunikować komuś nasz stan – gdzie byliśmy i gdzie jesteśmy teraz. Ale przecież przed tą podróżą istnieliśmy w jakimś stanie i po niej nadal istniejemy.

Problem aborcji sprowadza się do pytania o początek życia. Czy zaczyna się ono w chwili narodzin? A może w momencie uformowania się zygoty? A może jeszcze wcześniej? W końcu urodzone dziecko to też tylko półczłowiek, może nawet ćwierćczłowiek – nazwanie tej bezradnej, obsranej larwy człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu mogłoby wydawać się nadużyciem wobec idei człowieczeństwa.

• Maraton życia: Bez startu, bez mety, bez sensu

Nie mamy stuprocentowej pewności, że życie może powstać z czegoś nieżywego. Przypuszczamy, że tak było, ale naukowcy wciąż nie potrafią w laboratorium złożyć choćby najprostszej żywej komórki z martwych atomów. A przecież składników im nie brakuje – mamy wodór, tlen, węgiel i całą tablicę Mendelejewa do dyspozycji. Problem w tym, że póki co, nawet najlepszy chemik świata nie zrobiłby z nich choćby jednej komórki naskórka.

Na szczęście na Ziemi życie powstaje w sposób sprawdzony i niezawodny – ze spotkania jednej żywej komórki (męskiej) z drugą żywą komórką (żeńską). Nie ma tu żadnej magii, ot, standardowa reakcja biologiczna. Żadne z tych komórek nie są też specjalnie wyrafinowane – taki plemnik to przy komórce wątroby prawdziwy minimalistyczny asceta, a komórka jajowa, choć większa, to i tak blednie przy neuronach mózgowych.

Jeśli spojrzymy na sprawę szerzej, zobaczymy, że życie nie jest serią przerywanych epizodów, ale nieprzerwanym ciągiem, który my jedynie sobie segmentujemy dla własnej wygody. Jego początki – jeśli w ogóle istniały – sięgają setek milionów lat wstecz.

Co więcej, chociaż mamy złudne poczucie, że każdy z nas to autonomiczna jednostka, to w rzeczywistości wszyscy jesteśmy częścią tego samego życia, które zaczęło się (załóżmy dla uproszczenia) z pierwszą komórką. I tak toczy się dalej – poprzez stosunki seksualne, w nieskończoność, niczym biologiczny baton przekazywany w sztafecie pokoleń.

W sumie, skoro żadne znane nam zjawisko nie ma faktycznego początku, to dlaczego upieramy się, że istniała jakaś „pierwsza komórka”? Może to tylko kwestia naszych ograniczeń poznawczych? Być może nasz umysł po prostu nie potrafi funkcjonować bez porządkowania świata w kategorie „początek” i „koniec”, bo inaczej matematyka by nam się rozpadła, a z nią cała cywilizacja. A może rzeczywistość jest jak ten serial, który oglądamy od losowego sezonu i tylko nam się wydaje, że gdzieś tam była pierwsza scena.

• Natura: Wyrodna macocha, seryjna zabójczyni

Środowiska tak zwane pro-life uparcie twierdzą, że nie wolno przerywać ciągu życia, bo tak chce Bóg. Problem w tym, że jeśli rzeczywiście to On ustala zasady, to ewidentnie ma w tej kwestii rozdwojenie jaźni.

Patrząc na rzeczywistość, można odnieść wrażenie, że Bóg nie tylko dopuszcza, ale wręcz uwielbia unicestwiać życie na masową skalę. W skali historii ma na koncie więcej zgonów niż wszystkie wojny, zarazy i katastrofy razem wzięte. Nie mówię tylko o tym, że każdy obecnie żyjący organizm kiedyś umrze – 9 miliardów ludzi, którzy teraz oddychają, kiedyś przestanie. Brzmi jak jakieś absurdalne marnotrawstwo, nieprawdaż?

Ale to dopiero początek. Matka Natura, ta rzekomo mądra i troskliwa, produkuje życie w takich ilościach, że zahacza to o obraźliwą rozrzutność. Weźmy choćby plemniki – 200 milionów w jednym wytrysku! Statystyczny mężczyzna w ciągu życia produkuje ich około 530 miliardów. I co? 99,999999% z nich ginie zapomniane i niechciane. W międzyczasie kobiecy organizm generuje około 500 komórek jajowych gotowych do zapłodnienia – a i tak prawie wszystkie kończą w podpaskach i tamponach.

A jeśli ktoś myśli, że natura jest bardziej łaskawa dla roślin, to niech spojrzy na drzewa. Taki dąb wyrzuca z siebie 10 tysięcy żołędzi rocznie, kasztanowiec – 5 tysięcy kasztanów, a zwykły orzech? 7 tysięcy sztuk. I co z tego? Większość nigdy nie wykiełkuje, tylko zgniłe wróci do gleby, jakby całe to nasienne szaleństwo nie miało sensu.

Wychodzi na to, że natura to nie żadna czuła matka, a raczej wyrodna macocha, której wcale nie zależy na ochronie życia. Jest w tym więcej barbarzyństwa i bezduszności niż w jakiejkolwiek ludzkiej decyzji o jego przerwaniu. Jeśli ktoś ma tu pogardę dla materii ożywionej, to nie my – to sama natura!

• Śmierć: Niezgodna z konstytucją!

Czy nie popełniamy przypadkiem błędu, traktując życie jako wartość absolutnie najwyższą, niemal świętą? Tak bardzo się w to wkręciliśmy, że nawet wpisaliśmy sobie niezbywalne prawo do życia w konstytucji:

„Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.” (Art. 38)

No dobrze, skoro mam konstytucyjne prawo do życia, to proszę bardzo – chcę żyć 300 lat. Domagam się, aby władze państwowe respektowały moje prawa i stworzyły realne warunki do ich realizacji. Niech w końcu ktoś się za to weźmie! Gdzie są moje eliksiry młodości, terapie genowe i pancerne ubezpieczenie zdrowotne?

Powiedzmy to wprost: śmierć jest niezgodna z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny powinien wreszcie jasno to wyartykułować. Ba! Każdy zgon powinien być uznany za pogwałcenie podstawowych praw obywatelskich!

A skoro już zaczynamy mieć wątpliwości co do tej rzekomej świętości życia (na co dowodów mamy aż nadto), to może warto drążyć temat dalej. Kto wie, do jakich jeszcze absurdów uda nam się dojść?

• Życie: Przepraszam, ale ja wysiadam

Po pierwsze – życie nieuchronnie wiąże się z cierpieniem. Przykrości, ból, nieszczęścia, rozczarowania – wszystko to, choć zazwyczaj nie dominuje całego naszego istnienia, i tak zostawia w pamięci trwałe ślady. To trochę jak z jedzeniem ostrej papryczki: moment bólu jest krótkotrwały, ale wspomnienie pieczenia pozostaje na długo.

A teraz pytanie zasadnicze – czy prokreacja w ogóle jest dobra? Świat jest tak urządzony, że ludzie rozmnażają się w dość młodym wieku, kiedy jeszcze nie do końca ogarniają, z czym to życie się je. Nie wiedzą, jak bardzo może dać w kość, więc w radosnej nieświadomości sprowadzają na świat kolejne istoty – zupełnie bez ich zgody! I to jest dopiero prawdziwy skandal.

Nie tylko jest to moralnie wątpliwe, ale wręcz niezgodne z podstawowymi zasadami prawa: „chcącemu nie dzieje się krzywda”. No dobrze, ale skoro niechcącemu na pewno dzieje się krzywda, to mamy tu poważny dylemat etyczny. Bo jeśli nie mamy gwarancji, że nasze dzieci będą szczęśliwe, to czy w ogóle powinniśmy je mieć? Przecież nawet w najlepszym układzie nie jesteśmy w stanie osłonić ich przed całą życiową brutalnością.

Wychodzi na to, że najbardziej etyczni ludzie to ci, którzy z prokreacji po prostu zrezygnowali (no, z pewnymi wyjątkami – dla równowagi w przyrodzie). Bo skoro nie możemy zagwarantować szczęścia, to chociaż nie dokładajmy nieszczęścia. A przynajmniej nie róbmy tego z taką lekkością, jakbyśmy rozdawali darmowe ulotki.

• Człowiek – Błąd Systemu

Nie da się nie zauważyć, że na tej planecie żyją miliardy istot, które egzystują w doskonałej harmonii z naturą. I to bez stresu, bez podatków i bez kolejek do lekarza. Kto by nie chciał być motylem, delfinem albo choćby muszką owocówką? No dobrze, może muszka to nie jest najbardziej prestiżowa opcja, ale przynajmniej ma życie proste, bez kredytu hipotecznego i przejmowania się rachunkami za prąd.

A my, ludzie? Cóż, jesteśmy najbardziej wadliwym modelem biologicznym, jaki kiedykolwiek wyprodukowała natura. Wszystkie inne stworzenia po prostu – bez zbędnego kombinowania. Tymczasem my musimy kombinować nieustannie. Nie da się po prostu żyć – trzeba grzać się zimą, chłodzić latem, gotować jedzenie, wynajdywać lekarstwa, budować schronienia, nosić ubrania, a nawet wymyślać filozofię, żeby jakoś sobie wytłumaczyć ten absurd istnienia.

Nie ma drugiego gatunku, który musiałby wkładać tak ogromny nakład sił, środków i pomysłów, żeby po prostu przetrwać. I to wszystko, oczywiście, z potężną szkodą dla całego porządku przyrody. Można odnieść wrażenie, że matka natura wzięła człowieka na próbę i… no cóż, ewidentnie powinien zostać prototypem, który nigdy nie trafił do produkcji seryjnej.

• „Aborcja Plus” – czyli jak zatrzymać obłęd

Może zamiast w nieskończoność debatować nad zakazem aborcji, należałoby pójść w drugą stronę i zacząć ją aktywnie promować? Serio, wyobraźmy sobie program „Aborcja Plus” – planeta by odetchnęła, a większość fauny z pewnością odtańczyłaby taniec radości.

Darmowe prezerwatywy? Oczywiście! Bezpłatne gadżety zastępujące aktywność seksualną? Jak najbardziej! Pigułka „dzień po” w automatach obok gumy do żucia? Tak jest! A może nawet wprowadźmy edukację praktyczną z masturbacji na lekcjach WF-u – w końcu to najbezpieczniejsza forma prokreacyjnej prewencji.

Dodatkowo, należałoby premiować rodziny, które nie posiadają dzieci, a tych, którzy rozmnażają się bez opamiętania, dyscyplinować programem „500 Minus” – każde kolejne dziecko to mniejszy przelew na konto. To może nas uchronić przed katastrofą. Nie tylko moralną, ale i faktyczną.

Planeta już teraz nie daje rady. Rocznie zużywamy jej zasoby w tempie, które wymagałoby dwóch lat na regenerację. A większość tych zasobów w ogóle się nie odnawia – ich powstanie zajęło miliony lat, a my przejadamy je jak paczkę chipsów podczas seansu Netflixa.

Największa hipokryzja w tym wszystkim? To, że najbardziej za rozmnażaniem optują ci, którzy sami żyją w celibacie. No przepraszam bardzo, ale to jakby wegetarianin przekonywał wszystkich do jedzenia steków, twierdząc, że to najlepsza dieta.

Nie jest tak, że drogowskaz nie musi podążać drogą, którą wskazuje. Jeśli ktoś głosi ideały i namawia innych do ich praktycznej realizacji, samemu tego nie czyniąc – to nie moralność, tylko zwykłe łajdactwo.

• Próżny trud, czyli komisja do spraw nie do ogarnięcia

Niektóre z powyższych argumentów mogą wydawać się absurdalne, ale chodzi mi o jedno – przekaz dla nadzwyczajnej komisji, która będzie mozolić się miesiącami nad tą kwestią, udając, że coś ustali.

Dajcie sobie spokój! Nie zawracajcie ludziom głowy! Nie macie ani wiedzy, ani rozumu, ani kompetencji, żeby decydować o życiu, a co dopiero o nie-życiu.

Od ponad 100 lat próbujecie narzucić jakieś rozwiązanie – i co? I nic! Bo tego po prostu się nie da zrobić. Ludzie i tak będą robić swoje, a życie – jak to życie – pójdzie swoją drogą.

Więc może zamiast debatować i spisywać kolejne mądre paragrafy, warto przyjąć prostszą strategię? Zostawić ten temat w spokoju i zająć się czymś, co faktycznie da się naprawić. Na przykład dziurawymi drogami albo cenami w sklepach.

ARTYKULATOR.pl

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy. Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

ARTYKULATOR.pl – Twoje nowe lustro Polski

Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)

Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Unfollow Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation