camera_altARTYKULATOR.pl Cięty język. Bezwzględna analiza. Tylko sprawdzone informacje.
Background

Zajebiście upadamy

Ruben Jary
Artykuł arrow_drop_down

Mówią, że człowiek to dwunożna, nieopierzona istota.

Bzdura! Prawdziwym wyróżnikiem jest gadanie. Jeśli coś gada, to człowiek – proste. A skoro już o gadaniu, to ci, którzy robią to po polsku, to już w ogóle inna liga. Wyobraźcie sobie taką małpę człekokształtną, która duka coś w suahili. Ot, małpa. Ale małpa, która recytuje Mickiewicza? Toż to cud natury! Polszczyzna czyni nas wyjątkowymi, choć czasem sami sobie zaprzeczamy.

Możemy narzekać na obcych, którzy przez wieki zatruwali nam życie, ale za stan naszej polszczyzny odpowiadamy sami. Ewolucja czy regres? Oto jest pytanie. Profesor Miodek, człowiek zdawałoby się liberalny, znienawidził słowo „zajebiście”. Obrzydliwe – grzmi profesor – i pochodzi od paskudnego czasownika na „j”. Aż ciarki przechodzą. Przyznam, że zdumiała mnie ta miodkowa furia. Nazwisko zobowiązuje do łagodności, a tu taka awersja do słowa, które przecież zawdzięcza istnienie czynności, bez której i sam profesor by nie istniał. Ktoś kogoś musiał „wyjebać”, żeby profesor mógł się pojawić na tym padole. A skoro w Polsce mamy 38 milionów obywateli, to znaczy, że „jebanie” to całkiem popularna i przyjemna czynność. Bez niej ludzkość by wyginęła. Gdzie tu obrzydlistwo, pytam?

Profesor ma rację – są słowa lepsze i gorsze. Te gorsze to zazwyczaj te, których nie rozumiemy. A tych jest od groma, bo na świecie istnieje 7 tysięcy języków, co daje jakieś 4-5 milionów słów niezrozumiałych dla przeciętnego Polaka. Weźmy na przykład zdanie: „Du hast Haare auf den Zähnen”. Obrzydliwe, prawda? A znaczy dosłownie: „Masz włosy na zębach”. Sama wizualizacja przyprawia o mdłości. Niemcy używają tego idiomu, chcąc powiedzieć, że ktoś jest wyszczekany. Niby logiczne – kto ma włosy na zębach, ten się nie odzywa, chyba że jest bardzo odważny. Ale dlaczego nie powiedzą po prostu: „Nie masz włosów na zębach”? Ta niemiecka logika to jakaś paranoja. Wniosek? Nie lubimy słów bez sensu, obco brzmiących i etymologicznie absurdalnych.

POSTĘP ODWROTNY

Ten cały feministyczny bełkot o równości płci prowadzi do językowej aberracji. Niby „kierowniczka” ma być równie ważna jak „kierownik”, ale „ministerka” to już degradacja. „Pani poseł”, „pani sędzia”, „pani dyrektor” – tutaj równość widać jak na dłoni. Ale „pilotka”, „marynarka”, „kominiarka” – to już kpina w żywe oczy. Kobiety-czapki? Co za idiotyzm! Ta lewicowa nowomowa to ślepa uliczka. Niedługo będziemy mieli „tokarki”, „poślice”, „kolarki”, a może nawet „pediatrki”, „darczyńczynie” i „architektutki”. Językowa schizofrenia.

POLSZCZYZNA CUDZOŁOŻNA

Kolejnym pseudo-udoskonalaniem polszczyzny jest czynienie z niej „lingua franca” – języka kurewskiego. Pojęcie wzięło się od kobiet lekkich obyczajów, które świadcząc usługi w portach posługują się zamorskimi zapożyczeniami w celu dogadania się z wielojęzyczną klientelą.

Polszczyzna przeżywała już kilka okresów kurwienia. Najpierw było to kurwienie łacińskie, kiedy ludzie uznający się za lepszych od pozostałych, używali łaciny (wyraz ten właśnie z tego powodu nadal jest synonimem wulgaryzmów). Polszczyzna kurwiona była przede wszystkim przez księży, którzy uznawali, że opowiadanie banialuków w niezrozumiałej dla motłochu mowie, czyni je mniej bałamutnymi.

Następnie polszczyzna kurwiła się z francuszczyzną, zwłaszcza w czasie przemarszu wojsk napoleońskich, idących na Rosję. Polskie żony, panny i kochanki poznały wówczas i przyjęły jak własne – „gorsety”, „biżuterie”, „makijaże”, „balejaże”, „perfumy”, „baleriny”, „tiule” i „żorżety”. A nawet „żyrandole”.

Następnie mieliśmy, powiedzmy wymuszone nieco sytuacją polityczną, skurwienie niemieckie i rosyjskie zwane rusyfikacją i germanizacją. Ów przymus w jakimś stopniu nas usprawiedliwia.

Obecnie polszczyzna kurwi się z angielszczyzną podążając za światowym trendem, co jednak dobre nie jest. O skutkach dwójmyślenia przeczytacie sobie u Orwella, którego bohatera ćwicząc w paranoi w warunkach tortur uczono, że 2+2=5. Zanikają księgowi, kierownicy, urzędnicy. Zastępują ich akątanci, menadżerowie i oficerowie, którym nowa tytulatura sama przez się nadaję wartość pozornie dodaną. Ma to swoją moc.

Zawsze kiedy mam się spotkać z kimś pokroju „senior projekt menager” – czuję się, jak chłop w sądzie. Magia szybko znika, kiedy się po kilku minutach rozmowy okazuje, że mam do czynienia z neurotyczną gospodynią domową, kochającą płyny do mycia naczyń. Ona z tej miłości posługuje się bardzo wyrafinowanymi technikami wizualnymi aby ludzie oglądający produkty chemii gospodarczej w telewizji mieli wrażenie, że naprawdę działają. Nic szczególnego. Zwykła kierowniczka działu sprzedaży Ludwika produkowanego od 60 lat w chrześcijańskiej spółdzielni pracy Inco veritas.

Generalnie jest źle, że podatek dochodowy, który mógłby się nazywać podatkiem dochodowym nazywa się Personal Income Taxem (PIT). A ów od wartości dodanej to VAT a nie po prostu podatek od wartości dodanej.

NIE GĘSI

Źródła tego angielskiego „szitu” znajdują się wszędzie tam, gdzie jest korporacyjna księgowość i informatyka, które na zasadach „outsourcingu”, będącego współczesną odmianą kolonializmu i niewolnictwa, tyrają ku chwale i pomyślności swoich panów, którzy słowa po polsku nie powiedzą. Polecenia wydają za pomocą SMS-ów siedząc nad basenem w willi na Ibizie z kieliszkiem martini z kostką lodu, oliwką i parasolką. Zangielszczanie języka polskiego to dobrowolne wyrzeczenie się wolności na obstalunek białych protestantów, w których języku i pomyślunku „słowianin”, oznacza zwyczajnie „niewolnika”.

ARCYMISTRZOWIE NUDZIARSTWA

Kolejną cechą współczesnej gadaniny Polaków jest powszechna banalizacja. Czytając niekiedy i z rzadka produkty internetowych dziennikarzy uważam, że są one nudne. Nie chodzi tylko o banalizacje treści ale i formy.

Można odnieść wrażenie, że zasób słów przeciętnego Polaka z 9 tysięcy przed 20 laty, obniżył się do 4. Ludzie ględzą w kółko i na okrągło to samo, bez większego namysłu. Kiedy po raz setny otrzymuję: „życzenia zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności” chwytam za topór aby zredukować populację obłudników, hipokrytów i maruderów.

Żeby zetknąć się z prawdziwą inteligencką polszczyzną, trzeba iść do biblioteki i przeczytać „Tygodnik Powszechny” albo Passenta w „Polityce” sprzed 40 lat. Obecnie kształtowaniem kultury wypowiedzi zajmują się inżynierowie o umysłowościach autorów instrukcji obsługi gaśnicy pianowej. Optymalizatorzy danych przesiąknięci obezwładniającym wyjałowieniem z wszelkiej pomysłowości, co do której zawsze istnieje jakiś cień podejrzenia, że mogłaby obrazić płacącego za reklamę producenta bamboszy lub użytkowników tego sprzętu.

Dajmy na to: „Obecnie na wartości zyskują nowoczesne rozwiązania, znacznie skracające czas wykonywanych prac budowlanych i podnoszące ich efektywność. Liczą się również takie czynniki, jak: bezpieczeństwo załogi i obniżenie kosztów.” Żadnego konkretu. Same nic nie znaczące ogólniki. Pustosłowie, nagowyrazowość i gołosłowność.

EUREKA

Aby nie było, że tylko ubolewam nad postępującym upadkiem obyczajów językowych i głupotą młodszego pokolenia – co zdaje się być symptomatyczne dla ludzi w moim wieku wszelkich generacji – mam pomysł na uwznioślenie stosunków międzyludzkich. Nie jest on dokładnie mój ale był dobry, choć z przyczyn ideologicznych zarzucony.

Zasadniczym problemem codziennych interakcji jest ich zbyt wielka dosadność, jednostronność i przesada. Zwłaszcza między ludźmi pozostającymi w jakiejś zażyłości służbowej lub podległości społecznej.

Nawet więcej, na ogół nie zaczepiamy ludzi obcych w autobusie aby podzielić się z nimi opiniami o ich dostojnym wyglądzie, ekskluzywnych manierach lub przymiotach umysłu. W przestrzeni publicznej otwieramy usta aby wyrazić swoje nieukontentowanie: „Ty chuju! Posuń swoją śmierdzącą dupę, bo tarasujesz drzwi! Nikt nie może wejść.”

Z natury własnej polskiej chcemy przydać sobie na znaczeniu używając słów, jak najbardziej niestosownych („idiota, kretyn, stado debili”). Jednocześnie uzyskując efekt odwrotny od spodziewanego. Bestialsko łajany raczej wolałby zabić za utratę honoru niż zastosować się do woli mającego pretensję i uwagi.

Nowoczesna psychologia znalazła rozwiązanie tego problemu. Polega on na komunikowaniu swoich obiekcji nie wprost. Jest to zasadniczo jednak trudne. Wymaga niejakiej pomysłowości i wyzbycia się nawyków.

Można by rzec: „…jest pan durniem”. Ale lepiej jest to wyrazić eufemistycznie: „-Ostatnio rozmawiałem z kimś podobnym do pana, który wyzwał mnie na intelektualny pojedynek ale po krótkiej wymianie ciosów okazało się, że jest zupełnie nieuzbrojony.” Tylko to trzeba być artystą a artystami z reguły nie bywamy.

TY CZYLI WY

Prostszym i łatwiejszym rozwiązaniem byłoby zwracać się do podwładnych i przełożonych, studentów i wykładowców w pierwszej osobie liczby mnogiej a nie jak to naturalnie czynimy w pierwszej osobie liczby pojedynczej:

„Wy Nowakowski jesteście ćwok i robicie swoją robotę, jak nogami”. Na co Nowakowski odpowiada: „Wy dyrektorze bylibyście dobrymi ludźmi, gdybyście nie myli dupy, krocza i sztucznej szczęki tą samą szczoteczką do zębów.”

Proszę zwrócić uwagę! W tej wymianie opinii strony dają do zrozumienia, że nie są one bezpośrednio adresowane do odbiorcy. Żadna bowiem nie myśli o sobie „my”. O sobie myślimy „ja”. Więc jeżeli pod swoim adresem otrzymuję komunikat „wy” odnoszę wrażenie, że nie jest on adresowany do mnie. Jego wulgarna treść zostaje niejako rozmyta w świadomości odbierającego na niego i jeszcze kogoś innego.

Niestety prawdą jest, że to pomysł z kręgów dawnych partii kominternowskich, których członkowie jednostkę utożsamiali z jakąś społecznością. Rozpoczynali swoje enuncjacje od „wy towarzyszu”, „wy kolego” lub „wy obywatelu”. Tyle, że trzeba się zastanowić, czy nie była to forma właściwsza.

Realny komunizm nie mógł mieć samych wad – bo jest to statystycznie niemożliwe. Forma „wy” zamiast „ty” w międzyludzkiej komunikacji zdaje się być rzeczywistym jego osiągnięciem. Możecie sami spróbować. Nikt wam nie zabroni. To naprawdę dobrze działa.

O Autorze :

O Autorze :

Ruben Jary

Byłem redaktorem naczelnym w kraju za Odrą. Szydziłem z każdej władzy, piętnowałem obłudę kleru i możnych tego świata. Nie brakło mi przez to wrogów, ale i czytelników. Moje felietony, cierpkie jak stary ocet, były kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. I dalej będę pisał, bo prawda nie zna emerytury – choćby do śmierci, a może i dzień dłużej.

Więcej artykułów

artykulator123
trending_flat
Świński raj, ludzkie piekło

Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem?  Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]

trending_flat
Krzywy banan, prosty krętacz

Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi.Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to i […]

trending_flat
Zajebiście upadamy

Mówią, że człowiek to dwunożna, nieopierzona istota.Bzdura! Prawdziwym wyróżnikiem jest gadanie. Jeśli coś gada, to człowiek – proste. A skoro już o gadaniu, to ci, którzy robią to po polsku, to już w ogóle inna liga. Wyobraźcie sobie taką małpę człekokształtną, która duka coś w suahili. Ot, małpa. Ale małpa, która recytuje Mickiewicza? Toż to cud natury! Polszczyzna czyni nas wyjątkowymi, choć czasem sami sobie zaprzeczamy.Możemy narzekać na obcych, którzy przez wieki zatruwali nam życie, ale za stan naszej polszczyzny odpowiadamy sami. Ewolucja czy regres? Oto jest pytanie. Profesor Miodek, człowiek zdawałoby się liberalny, znienawidził słowo „zajebiście”. Obrzydliwe – grzmi profesor – i pochodzi od paskudnego czasownika na „j”. Aż ciarki przechodzą. Przyznam, że zdumiała mnie ta miodkowa furia. Nazwisko zobowiązuje do łagodności, a tu taka awersja do słowa, które przecież zawdzięcza istnienie czynności, bez której i sam profesor by […]

trending_flat
Rozwinąć skrzydła!

Doradca prezydenta Andrzej Zybertowicz stwierdził, że rezygnacja z Centralnego Portu Komunikacyjnego byłaby, jak odwrócenie się tyłem do polskiej flagi. Donald Tusk, wyraził sceptycyzm wobec CPK. Marcin Horała, stary pełnomocnik rządu ds. CPK ujawnił, że lotnisko jest szansą na rewolucję w polskim transporcie lotniczym i cargo. Maciej Lasek, nowy pełnomocnik nowego rządu ds. CPK, stwierdził, że nie ma mowy o wyrzuceniu projektu do kosza. Hanna Gronkiewicz-Waltz uważa, że "nigdzie na świecie nie buduje się już wielkich lotnisk, bo się nie opłaca". Kaja Puto z Krytyki Politycznej, reportażystka, wyraziła mieszane uczucia na temat CPK. Zbigniew Hołdys nie opublikował jeszcze na temat felietonu w „Newsweeku” ale to zapewne dlatego, że po prostu właśnie go pisze. Nie zapytano Bogusława Lindy o stanowisko w sprawie - co i szkoda. Na opiniach Lindy, w każdej kwestii można wszak polegać, jak na japońskim rozkładzie jazdy pociągów. Nie […]

trending_flat
Kontrola totalna, efekt żaden, miliony w plecy

Zacznijmy od krótkiej zagadki: która trzyliterowa instytucja, historyczna lub współczesna, miała bądź ma następujące prerogatywy?Brak nadzoru sądowego i prokuratorskiegoMasowy dostęp do danych obywateliMożliwość prowadzenia ukrytej inwigilacjiKontrole terenowe bez nakazu i zgody sąduMonitorowanie podróży i aktywności bez zgody obywatelaWeryfikacja medyczna bez zgody pacjentaWspółpraca z finansjerą i aparatem skarbowymAutomatyczna analiza wyłapująca „podejrzane” osobyMożliwość karania obywateli bez procesu sądowego?Czy to FBI pod rządami Edgara Hoovera, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) pod batutą Józefa Różańskiego, północnokoreańska policja polityczna MSS Kim Dzong Una, czy może KGB?Zadałem to pytanie sztucznej inteligencji – amerykańskiemu ChatGPT i chińskiemu DeepSeek. Ich odpowiedzi były trafne, choć niejednoznaczne, ale wśród propozycji pojawiła się właściwa. • Instytucją, o którą chodzi, jest ZUS – Zakład Ubezpieczeń Społecznych Powód moich dociekań jest istotny. Rzecznik prasowy ZUS, Wojciech Dąbrówka, ogłosił na amerykańskiej platformie „X” (co za ironia – polski urzędnik państwowy komunikuje się ze społeczeństwem za pośrednictwem prywatnej, […]

trending_flat
Willkommen w dorosłości frajerzy

Pracuj, płać rachunki, umieraj Jako młody człowiek pracowałem dla pieniędzy, sławy i idei. Oczywiście nie jednocześnie – aż tak ambitny to nie byłem. Każda praca miała swój Leitmotiv. Dziś młodzi nie są tak prości w motywacjach – oni tyrają dla prestiżowego CV. Zamiast zbierać doświadczenia, kolekcjonują załączniki do życiorysu, które – w przeciwieństwie do mnie – nie dymią w popielnicy.Ostatnio dziewczyna pracująca u mnie w domu jako – nazwijmy to elegancko – gosposia poprosiła o świadectwo pracy. „Czy może pan napisać 'menedżer rezydencji'?” – zapytała. A czemuż by nie! Poszedłem nawet dalej: „menedżer generalny zespołu rezydencji”. Niech ma. W końcu zaczynała jako sprzedawczyni w warzywniaku – czytaj: „Menedżer sprzedaży, branża spożywcza”.Posiada ona licencjat z menedżerstwa i studiuje organizację i zarządzanie. A więc jej kariera rozwija się dokładnie zgodnie z wykształceniem! Może powinienem jeszcze dopisać, że z narażeniem życia godziła pracoholizm […]

ARTYKULATOR.pl

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy. Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

ARTYKULATOR.pl – Twoje nowe lustro Polski

Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)

Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Unfollow Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation